CHICAGO PART 1


Będac jeszcze w Polsce, przed wyjazdem marzyłam o tym jakby cudownie było wybrać się do wielkiego, amerykańskiego miasta. Kompletnie nie spodziewałam się, że to małe marzenie spełni się w tym roku. Cztery dni w Chicago były czymś niesamowitym. Miasto jest po prostu potężne. Stałam w samym downtown, otoczona przez ogromne budynki. Spojrzałam w górę i poczułam się fenomenalnie. Magiczna chwila, którą na długo zapamiętam. Dźwięki wielkiego miasta na żywo brzmiały naprawdę fascynująco. 
 Pierwszego dnia do centrum przyjechaliśmy pociągiem, który przejeżdża między budowlami- zawieszony jest na specjalnych rusztowaniach. Na każdej stacji było mnóstwo ludzi o różnych narodowościach. Jako, że jest to potężne miasto - zetknęłam się też z wieloma dziwnymi osobami, z wariatami, ćpunami, hipsterami, mężczyznami w obcasach czy też z ludźmi, których rozmiar ubrań to conajmniej XL razy milion. Jedna sytuacja była dość nieprzyjemna. Drogę zagrodziła mi murzynka z ogromnymi zębami. Sposób w jaki się uśmiechała wywołał u mnie atak paniki. Była bardzo agresywna i krzyczała do mnie "Hey you! Yes you! Go get married bitc*! Yeah, go get married bitc*!" Zdanie powtórzyła chyba z dziesięć razy, a być może więcej ponieważ zdążyłam szybko przemiescić się w inne, bezpieczne miejsce i nie usłyszałam reszty. Teraz jak to wspominam chce mi się śmiać bo do tej pory nie jestem w stanie pojąć o co chodziło. 
 Przeszliśmy się po Michigan Avenue, wstąpiliśmy po niesamowite kanapki do "Potbelly", wzięliśmy je ze sobą, a następnie kierowaliśmy się do Millenium Park, by tam zjeść je na świeżym powietrzu i delektować się widokiem przepięknego parku. Po cudownym spacerze, jednocześnie męczącym (każda ulica jest potwornie długa i odległości między danymi miejscami są potężne) udaliśmy się do domu. Z ciocią mieszkałam u jej przyjaciela. Cieszę się, że miałam taką możliwość, zobaczyłam różne dzielnice, oryginalne butiki oraz sklepy. Gdybym mieszkała w hotelu, prawdopodobnie nie udałoby mi się tam być. 
 Wieczorem pojechaliśmy do japońskiej restauracji, w której serwują najlepsze sushi w mieście. Lokal był bardzo mały, za ladą stało parę japończyków i mogliśmy patrzeć jak przygotowują jedzenie. Nigdy nie jadłam tak wyśmienitego sushi, a z winem smakowało perfekcyjnie! Po wyjściu, złapaliśmy taksówkę i wysiedliśmy pod "Hancock tower". Strażnicy budynku skierowali nas w stronę windy. Podczas jazdy w górę na 96 piętro, zatykały się nam uszy, co było dość nieprzyjemne. Na szczycie znajdował się ekskluzywny bar, wszystko było przeszklone. Tuż przede mną rozpościerał się niesamowity widok miasta nocą. Wow, to było wyjątkowe! Wypiliśmy smaczne drinki i ani razu nie oderwałam wzroku od olśniewającej panoramy Chicago i jeziora Michigan.
Tak spędziłam dzień pierwszy. Postanowiłam, że podzielę wpis na parę części. Następny post o kolejnym dniu w najbliższym czasie, enjoy!

6 komentarzy:

  1. Jaki masz telefon? Bardzo ładne zdjęcia na instagramie i tak się właśnie zastanawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyglądasz cudownie! Jak Ci się podobał wielki świat? (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje:) bardzo, cos niesamowitego ;)

      Usuń
  3. a jaką masz lustrzanke ?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 dvrkvska's blog , Blogger